Maratonu rowerowego MTB w Przybyszewie w ramach Leszczyńskiej Ligii Rowerowej nie mogliśmy sobie odpuścić, pomimo tego, że przecież dzień wcześniej wzięliśmy udział w maratonie MTB w Bolesławcu. :-) Pamiętaliśmy Przybyszewo z zeszłego roku, kiedy to 30km w terenie jechaliśmy prawie 2 godziny, przy czym Paweł całą drogę mnie wspierał, jadąc obok. Trasa wówczas była męcząca ze względu głównie na wysoką temperaturę, ale też trudne odcinki singlowe w lesie wiodące pod górę. Końcówka trasy była w tempie spacerowym. Paweł podziwiał i rozkoszował się otoczeniem, ja „liczyłam metry” do końca trasy. W tym roku moja kondycja jednak dużo lepsza, trasa już znajoma i dlatego zdecydowaliśmy się na indywidualną jazdę. Pogoda sprzyjała, komfortowa temperatura nie odbierała sił, słońce dodawało optymizmu. Jedynym problemem stanowiło to jak zachowa się organizm po dużym wysiłku poprzedniego dnia na maratonie w Bolesławcu. Czy opadniemy nagle z sił, czy wręcz przeciwnie, będzie lepiej niż poprzedniego dnia. Na rozgrzewce przed wyścigiem jakoś ciężko kręciła się noga, ale już po starcie weszliśmy na właściwe tory. Paweł przyjechał w czasie 1h17′ na 6. miejscu w kategorii wiekowej, ja przyjechałam w czasie 1h41′ na 3. miejscu w kategorii (było 5 Pań w mojej kategorii wiekowej). Poprawka czasu w stosunku do 2016r. w moim przypadku wyniosła 13 minut!!! Wyprzedziłam po drodze 3 kobiety i ostatecznie przyjechałam na 8. miejscu open. Dekoracja była znacznie bardziej uroczysta niż w zeszłym roku. Po raz kolejny stanęłam na 3 miejscu podium z tymi samymi zawodniczkami, choć mój czas w tym roku uplasowałby mnie na drugim w zeszłym. Jednak moje konkurentki (obie bardzo dobre) też poprawiły swoje wyniki w tym roku. U kobiet, choć niewiele decyduje się na starty, to jednak zwykle nie są to przypadkowe osoby i zazwyczaj trenują, a nie tylko jeżdżą na rowerze. Jednak nadal brakuje mi do najlepszych…!!! Na pamiątkę otrzymaliśmy medal w kształcie części zębatki, a na dekoracji na pamiątkę za trzecie miejsce szklaną statuetkę również w kształcie zębatki. Paweł dzień po dniu pojechał na maksymalnych obrotach, ja jednak zostawiłam sobie rezerwę w jednym i drugim. U mnie wystarczyło, by być na podium, u Pawła brakowała niecała minuta do 3 miejsca.
Z wyników jesteśmy bardzo zadowoleni. Wyjazd udał nam się wyśmienicie. Samopoczucie również fantastyczne. Pierwszy weekend od 2,5 miesiąca spędzony na wyścigach rowerowych (już powoli zaczęliśmy wątpić, czy w te wakacje uda się pojechać jakikolwiek maraton).




























