Miałam okazję skorzystać z wyprawy na dorsze w zatoce Puckiej podczas wyjazdu służbowego do Gdańska, choć ryby nie są moją specjalnością. :)
Kuter wypłynął z portu około godziny 6 rano tuż o wschodzie słońca. Na miejsce dotarliśmy po 1,5 godzinie. Otrzymałam wędkę i instrukcje: rozwinąć żyłkę aż osiągnie dno i pociągać energicznie, by zahaczyć rybę. Tak też postępowałam, o dziwo bezskutecznie. ;) Niewiele pomógł telefon do mojego eksperta od połowów, czyli Pawełka. Rybki nie złowiłam, ale też nie wróciłam z pustymi rękami. Następnego dnia obiad z dorsza był. :)
Następne „dorsze” będą już wspólne Pawełku ! Jestem przekonana, że wtedy choć jedna ryba się trafi. :)

































