• Losowe zdjęcia – wspomnienia :)

Norwegia – 2 dzień (Kjeasen – Dolina Buer) – 22.08.2013

Rankiem drugiego dnia obudziło nas już wysoko słońce i szum pobliskiej rzeki. Poczuliśmy krystalicznie czyste powietrze pełne porannej rosy. Pogoda zapowiadała się niesamowita, niebo bezchmurne, ciepło, więc plany na ten dzień były ambitne. Krzątanie, składanie namiotu, śniadanie, trwało w sumie dwie godziny, jednak ten poranny relaks też był dla nas potrzebny. Wokół otaczały nas wysokie góry, w oddali było widać fjord i w tych okolicznościach z ogromną przyjemnością przedłużaliśmy sobie śniadanie i poranną kawę.

2013-08-22-11-47-52-dsc_2334Trasę rozpoczęliśmy od przyjazdu do znanej z przewodników farmy Kjeasen. Jest to wysoko w górach umiejscowiona stara farma składająca się z dwóch domostw. Pierwsza myśl, która nasuwa się po przybyciu tutaj jest, jak założyciele farmy odnaleźli to cudowne i przepiękne miejsce do życia wśród stromych skał fjordu, z łąką, drzewami i przepięknym widokiem na fjord. Jest tutaj prześlicznie!! Do farmy wiedzie ostro pod górę wąska droga długości ok. 5 km, w tym 2,5 km ciemnym tunelem, dostępna o określonych godzinach. Farma leży niedaleko parkingu, dlatego dojście do punktu widokowego jest bardzo proste. My jednak o tym nie wiedzieliśmy i byliśmy przygotowani na dłuższą trasę. Na początku wędrówki weszliśmy do ogródka przed pierwszym napotkanym domem, sądząc, że właśnie tędy wiedzie szlak na skałę znajdującą się powyżej domostw. Za chwilę jednak pojawiła się w drzwiach elegancka starsza Pani. Zapytaliśmy więc, którędy dojść do Kjeasen. Pani nie zrozumiała o co nam chodzi, albo nasze pytanie było dla niej bardzo niedorzeczne i zaprosiła na kawę. Podziękowaliśmy jednak i odeszliśmy na jej prywatną łąkę poniżej, domyślając się, że to właśnie tutaj jest koniec trasy. Były tam dosłownie cztery osoby. Upewniliśmy się jeszcze u Norwega, z którym chwilę porozmawialiśmy o farmie. Widok stamtąd był przepiękny, strome jasne skały wiją się wzdłuż fiordu, a woda ma turkusowy kolor.

2013-08-22-13-22-26-dsc_2360Kolejnym punktem naszej trasy był jeden z najbardziej słynnych wodospadów Norwegii – Voringsfossen (182 m swobodnego spadku wody). Niestety widok nas rozczarował. Z punktu widokowego z parkingu wodospad jest ledwo widoczny i to z dużej odległości. Trzeba do niego dojść trudną trasą w dół kanionu około 45 minut (strach pomyśleć ile zajmuje powrót), dlatego nie zaryzykowaliśmy spaceru. Można też zobaczyć go z przeciwnej góry, ale to również wymaga dłuższej wędrówki. 2013-08-22-13-03-34-dsc_2350Postanowiliśmy jednak zobaczyć jedną z odnóg wodospadu, równie ciekawą, do której dochodziło się krótką trasą przez las. Niewiele osób wie o tym miejscu, ale Pawełek wiedział, ponieważ  był już tam z kuzynem Tomkiem, podczas ich wyprawy. Po drodze minęliśmy  rodzinkę z dwójką dzieci. Wspomnieliśmy sobie wtedy Juleczkę i Marlenkę… szkoda, że ich tutaj z nami nie ma. Ten mniejszy wodospad w zupełności nam wystarczył i nacieszył swym widokiem. Dzień nadal był słoneczny, ciepły, pogoda nam niewiarygodnie sprzyjała.

Wróciliśmy drogą do Eidfjordu mijając obok Centrum Natury, jeden z punktów wypadowych na Płaskowyż  Hardangervidda. Płaskowyż ten jest bardzo ciekawym miejscem dla podróżników, dzikim, wymagającym. Wiodą po nim jedynie ścieżki piesze, nie zawsze dobrze oznakowane. Można tam spotkać dzikie zwierzęta, stada reniferów. Trasa wymaga czasu, kondycji i odwagi, czyli dla survivalowców. Podobno już pierwsze przymiarki na płaskowyż Hardangervidda były z kuzynem, ale ostatecznie zaplanowana na kilka dni wyprawa zawróciła w pół drogi. Płaskowyż nadal nie został zdobyty i czeka na właściwy moment.

2013-08-22-16-42-59-dsc_2361Wracając jednak do naszej wyprawy…, chcieliśmy zobaczyć lodowiec z bliska. Taka okazja jest niedaleko Oddy, w dolinie Buerdalen. Lodowiec Folgenfonna jest widoczny z farmy Buer, do której dojechać można samochodem 6 km od campingu w miasteczku Odda. Podobno lodowiec jeszcze 100 lat temu sięgał tutejszej farmy Buer, ale w tak szybkim tempie topnieje, że dojście do języka z bliska wymaga 1,5 godzinnej wspinaczki. Od parkingu trasa wiedzie w górę między strumykami, przez które przebiegają kładki i mostki wiszące. Jest też wiele miejsc z linami, które ułatwiają wejście.2013-08-22-17-10-02-dsc_2382 Trasa zaskoczyła mnie, ponieważ w moim pojęciu lodowiec miał być w dolinie, a dojście miało być króciutkie i bez wspinaczki. Przyjechaliśmy na miejsce około 16 godziny, czyli troszkę późno, jak na taki szlak. Niestety doszłam do momentu, gdzie po stromej ścianie należało wejść wciągając się po linie. Takich 2013-08-22-17-54-09-dsc_2416miejsc przeszliśmy już kilka, ale tam gdzie się ostatecznie poddałam, trasa wiodła po skale obok spadającego z wysokości wodospadu. Po wciągnięciu się po linie do połowy skały spojrzałam w dół wodospadu, który równolegle przebiegał trasy i to był już koniec. Mój lęk wysokości się odezwał i zaczęłam panikować. Poprosiłam, żeby Pawełek podszedł wyżej i sprawdził, czy już jesteśmy na miejscu i ile brakuje do celu. Wrócił po 10 minutach i stwierdził, że to jeszcze kawał drogi. 2013-08-22-18-03-39-dsc_2419Pewnie bardziej z obawy o mnie nie nalegał na dalszą drogę. Tam zawróciliśmy, a lodowiec widzieliśmy z bliskiej odległości, ale niestety go nie dotknęliśmy. Żałowałam potem tego poddania się, w końcu jednak byliśmy prawie u celu, a liny najprawdopodobniej kończyły się na skale, którą przeszłam do połowy. No cóż, i tak uważam za duży sukces wejście do tego nieszczęśliwego momentu. Może kiedyś jeszcze będzie okazja tutaj wrócić i dojść do celu.

Dzień zakończył się na kampingu w drodze na Preikestolen w miasteczku Steina. Na kampingu nocowaliśmy sami, a domostwa były w oddali. Po zapadnięciu zmroku, nagle zrobiło się ciemno i nieswojo. Pomiędzy skałami zawisł na chwilę księżyc i było troszkę jak w filmie Hitchcocka. Jednak po takim obfitującym w emocje dniu, szybko zasnęliśmy i już nie myśleliśmy, że jesteśmy sami na uboczu małej wioseczki.

 

Dodaj komentarz