Nasze święta tegoroczne były inne niż zazwyczaj. Po pierwsze Marlenka i Julcia spędzały święta poza domem niestety, a po drugie troszkę się pochorowaliśmy wszyscy. Na szczęście byli z nami Babcia Marylka i Dziadek Olek i oni nam dodawali otuchy. Nie ma drugiego takiego wspaniałego barszczu na świecie jak mojej Mamusi. Zawsze wychodzi, zawsze fantastycznie doprawiony, po prostu pycha, nie mówiąc już o smażonym karpiu. Najważniejsze jednak jest to, że spędzaliśmy ten czas razem, tak dawno się nie widzieliśmy, wszyscy bardzo się stęskniliśmy. Julcia skrupulatnie wykreślała z kalendarza kolejne tygodnie do przyjazdu dziadków.
Babcia z dziadkiem byli u nas dwa tygodnie, w tym czasie dziewczyny nadrabiały czas bez nich ze zdwojoną siłą. Graliśmy wszyscy w makao. Przypomniały się święta jak byliśmy dziećmi i jak z siostrą i Mamusią grywaliśmy. Dziewczyny przed babcią popisywały się na pianinie i keyboardzie. Był pokaz mody (tyle było ubraniowych prezentów) i koncert kolęd.
Pomimo wielu trosk, które nas nurtowały, było tez wiele wesołych momentów i radości, za którą dziękujemy naszym rodzicom.
Była też okazja spotkać się z rodzicami Pawła, z czego też się cieszymy, bo trudno nam w zagonionym tygodniu znaleźć ten czas na wspólne spotkania.




























