Do hotelu Nickelodeon Suites Resort w Orlando na Florydzie przyjechaliśmy z Dunwoody dwoma samochodami. Jeden prowadziła Ania, a drugim jechał Paweł. Dawid z Łukaszkiem dolecieli do nas wieczorem. Hotel od razu spodobał się dziewczynkom, a i nas zaskoczył niesamowicie. Tyle basenów, zjeżdżalni, jakuzzi w jednym miejscu, bardzo bezpieczne i idealne miejsce dla dzieci. My też znaleźliśmy tutaj swoje przyjemności. Można było się ochłodzić w wodzie lub ogrzać w jakuzzi, wypić pysznego drinka, a przede wszystkim spokojnie odetchnąć zostawiając dzieci pod czujnym okiem lifeguardów.
Największą atrakcją hotelu był sliming. To tutaj rodziny ciągną z poświęceniem dla dzieci, żeby przeżyć wspólne rodzinne oblanie zieloną wodą. Można sobie wykupić taka atrakcję za $40/osobę , a można w ramach pobytu wziąć udział w oblaniu masowym z potężnego baniaka. Dziewczyny skorzystały z atrakcji z baniaka dopiero w trzecim dniu, choć od początku pobytu na nią czekały, ponieważ w dwóch pierwszych byliśmy poza hotelem. Zielona woda okazała się rewelacją, a wszystko zostało utrwalone na filmie.
Zajmowaliśmy w hotelu dwa oddzielne apartamenty. Każdy z nich miał swój pokój dzienny z kuchenką, jedną łazienkę, sypialnię rodziców i pokój dla dzieci. U nas nocowała tez Zosia, która musiała spać na materacu na podłodze, ale nie przeszkadzało jej to w zasypianiu i dziewczyny miały swój pokój sypialny i mogły być cały czas ze sobą. Były zgodne i szczęśliwe. Musimy je bardzo pochwalić, ponieważ nawet jak były małe dąsy, to szybko mijały, dlatego odpoczywaliśmy fantastycznie.
Ania z Dawidem zaprosili też nas wszystkich na śniadanie ze Sponge Bobem, ale o tym w kolejnym wpisie o urodzinkach Julii i Łukaszka. Dla nas śniadanie miało duże znaczenie szczególnie ze względów smakowych, ponieważ oferta bufetu była niewiarygodnie przepyszna, a dla Pawełka pewnie było to pierwsze takie „bogate” i różnorodne śniadanie…

































