• Losowe zdjęcia – wspomnienia :)

Bike Cross Maraton MTB – Suchy Las – 09.08.2015

Maraton rowerowy MTB w Suchym Lesie pod Poznaniem był jednym z cyklu maratonów Wielkopolskiej Ligi Rowerowej, naszym pierwszym, w którym wzięliśmy udział. Tym razem trasa przebiegała na dystansie 31,5km. A oto w jaki sposób organizator opisał trasę:”(…) będziemy mieli okazję zmierzyć się z podjazdem w Biedrusku, nie po asfalcie ale po ,,miękkim”. Zaplanowano przejazd przez tereny parkowe wokół Pałacu w Biedrusku. (…) Poza tym  Szlak Nadwarciański, Poligon i okolice Rezerwatu Morasko (jednak bez możliwości wjazdu na tereny chronione)”.

Z uwagi na upały, które w zeszłym tygodniu dochodziły do 40 stopni, raczej byliśmy sceptycznie nastawieni nawet do treningów, nie mówiąc o wyścigach, ale pogoda zmieniła się raptownie w niedzielę. Obudziliśmy się rano i spojrzeliśmy na termometr, który wskazywał 19 stopni. Słońce było za chmurami. Sprawdziliśmy prognozy na portalach i ostatecznie zdecydowaliśmy się pojechać do Poznania. Tym razem Pawełek zrezygnował dla mnie z rywalizacji w swojej kategorii. Nie znaliśmy trasy, więc obawiałam się jej trudów :( Pawełek po pierwsze wspierał mnie psychicznie, bo przecież nic mi się nie mogło stać złego przy mężu :), a po drugie, w kilku miejscach bardzo mnie pociągnął za sobą i dzięki temu ostatecznie uzyskałam bardzo dobry wynik. Także gratulacje należą się nam wspólnie za ten wyścig.

Przejechaliśmy trasę 31,5km w 1 godzinę i 26minut. Zajmując 377 i 378 miejsce na 442 zawodników kończących wyścig.

W mojej kategorii wiekowej 40-50 lat uzyskałam 7 miejsce na 14 zawodniczek, tracąc sekundę na finiszu do Pani z szóstego miejsca, a 3,5 minuty do Pani, która stanęła na najniższym stopniu podium.

Kilka słów refleksji z maratonu…

Okazało się, że najgorsze były początki. Tłum ponad 400 osób musiał „ulokować się na trasie”, co oznaczało wielki chaos, ponieważ cała chmara ludzi wystartowała w jednym momencie, nie tak jak na dotychczasowych maratonach w odstępach czasowych.  W dodatku organizatorzy „zrobili ukłon” dla kobiet lokując je na starcie w III sektorze więc, mniej więcej w połowie peletonu. Już od początku tak się zestresowałam, że puszczałam wszystkich przodem. Po 8 kilometrach nabrałam większej odwagi i w końcu jechałam szybciej i szybciej. Poczułam więcej siły i powoli przesuwaliśmy się naprzód, wyprzedzając i kobiety i mężczyzn. Na pierwszym pomiarze czasu, na 13,5 km, traciłam do najlepszej zawodniczki z Teamu radia ESKA 6 minut i 36sek, a na dalszych 18 km prawie tyle samo, co oznacza, że 2 minuty i 12sek podgoniłam na 18 km (nie podaję moich „skomplikowanych” obliczeń, ale statystyka poprawiła humor :)). Ostatecznie straciłam do pierwszej zawodniczki 13 min 21 sekund. To tez mi dało do myślenia, że różnice czasowe między zawodniczkami do 3 minut są jeszcze do zniwelowania, ale ponad 10 to już „przepaść” nie do odrobienia. Co więcej przypuszczam, że te 2 minuty to dzięki Pawełkowi, bowiem na asfalcie kawałek jechaliśmy w tzw. „pociągu” prawie 38 km/h, gdzie ja takiej prędkości nawet nie osiągam jadąc samodzielnie. Dogoniliśmy wtedy grupkę dziewczyn i na wjeździe do lasu wzięliśmy ostry zakręt wyprzedzając je wszystkie. Potem, już w lesie, trzeba było mocniej pociągnąć, żeby zgubić dziewczyny, co się udało. Niestety straciliśmy przewagę w wielkich kałużach błota. Jedną trzeba było przejechać, nie dało się ominąć, a błoto sięgało kostek. Zresztą w tej kałuży utknął jakiś terenowy samochód, który był zanurzony prawie do połowy!!! W końcówce zabrakło już sił na mocniejszy zryw i minimalnie przegrałam finisz o 6 miejsce. Paweł znowu miał fajny widok z boku :))) Po przekroczeniu mety czekał na nas bufet pełen owoców i wody oraz ciepły posiłek.


Dodaj komentarz