Po raz kolejny spędzamy ferie w Lubawce. Wróciliśmy tutaj po roku jak „do siebie”. Odpoczywamy, bo czujemy się tutaj wspaniale.
W Lubawce nie ma za dużo śniegu, dlatego zdecydowaliśmy się pojechać na narty do pobliskiego miasteczka w Czechach – Zacler. Oto kilka zdjęć z tego miejsca. Marlenka już całkiem dobrze radzi sobie na nartach, natomiast Julia stawia pierwsze kroki pod moim okiem. Podobno Mamusia najlepiej uczy wg Juleczki… w końcu można pomarudzić, a przy instruktorze już nie. W przerwach korzystamy z innych atrakcji. Rewelacyjne okazały się pontony, na których zjeżdżaliśmy wszyscy w różnych konfiguracjach: samodzielnie i parami z dreszczykiem emocji.
Paweł nadal „dojrzewa” do decyzji o nauce jazdy na nartach, ale ja mam nadzieję, że w końcu spróbuje.
Niedaleko naszego domku rozpoczyna się szlak, który wiedzie ścieżką z zabytkowymi kapliczkami. Drugiego dnia wybraliśmy się na spacer pod górę. Dziewczyny były bardzo ambitne i koniecznie chciały wejść na sam wierzchołek. Niestety pora była późna i musieliśmy wracać do domu. Julci i Marlence bardzo się spodobała wspinaczka po śniegu i w planach mamy powrót na szlak już z chorągiewkami zrobionymi przez dziewczyny. To będzie taki nasz mały „Mont Everest” w Lubawce :)
Pontonowy zjazd Juleczki i Pawła
Pontonowy zjazd Monisi

























































