Jazda w górach jest czymś zupełnie innym niż po płaskim, jak się okazało na Maratonie „Liczyrzepa” w Karpaczu. To było moje nowe doświadczenie w maratonach rowerowych, a dla Pawełka, jedynie spokojny trening. Jako typowy „góral” (ma na swoim koncie sukces w „Klasyku Kłodzkim” – drugie miejsce w kategorii OPEN), wprost śmigał pod górkę i pewnie gdyby nie mój oddech z tyłu, poleciałby jak na skrzydłach. :) Wracając jednak do „Liczyrzepy”… otoczenie gór, śliczne widoki, już w połowie rekompensują wkładany wysiłek, a po drugie, po mozolnych wjazdach, następują szybkie zjazdy i „wiatr we włosach”. Miałam obawy, że nie dam rady przejechać wzniesień, ale się udało. Do pokonania było 60km. Przejechaliśmy cały dystans razem w 2 godz i 35minut więc w podobnym czasie co 58km maraton po płaskim dookoła Miedwia. Zmęczenie jednak było tutaj dużo mniejsze i na pewno zostawiliśmy sobie jeszcze trochę zapasu sił, dlatego w następnym roku liczymy na lepszy wynik.
Muszę wtrącić jeszcze kilka słów od siebie. :) Był to nasz 4 maraton w tym roku, ale pierwszy górski. Profil trasy był dość wymagający. Dwa, ponad 5km, podjazdy w końcówce i ponad 800m przewyższenia potrafi mocno zmęczyć, ale byliśmy dobrze przygotowani i wiedziałem, że jeśli będziemy jechali rozważnie, pamiętając o nawadnianiu i odżywianiu to przejedziemy cały dystans w dobrej kondycji. Tak też się stało. Ostatecznie przyjechaliśmy na metę z czasem 2h35’20” co dało Monisi 2. miejsce w kategorii wiekowej! Gratuluję Monisiu! :)






















