• Losowe zdjęcia – wspomnienia :)

Maraton MTB dookoła jeziora Miedwie – 16.08.2014

Po powrocie zza oceanu zaczęliśmy z Monisią kontynuować treningi rowerowe. Pogoda dopisywała więc mogliśmy robić dłuższe przejażdżki. W międzyczasie znalazłem w internecie informację o nadchodzącym, ciekawie zapowiadającym się, maratonie rowerowym dookoła jeziora Miedwie. Trasa liczyła 58km i prowadziła częściowo w terenie. Trochę obawialiśmy się o kondycję ponieważ tylko raz udało nam się przejechać treningowo podobny dystans, ale ostatecznie zapisaliśmy się, opłaciliśmy startowe i… nie było odwrotu. :) Na konkretne przygotowania nie było czasu więc staraliśmy się tylko robić jak najdłuższe trasy w spokojnym tempie.  Zakładaliśmy optymistycznie, że uda nam się przejechać dystans maratonu w czasie poniżej 3 godzin. Na tydzień przed startem zapisanych było już ponad 1200 zawodników, w tym ok. 200 kobiet. W maratonie zapowiedzieli swój udział również znani sportowcy,  m.in. świetny kolarz, 3-krotny zwycięzca Tour De Pologne – Dariusz Baranowski oraz złoty medalista olimpijski – Zbigniew Bródka.

W przeddzień startu, zapakowaliśmy bagaże, rowery na dach i udaliśmy się w kierunku jeziora Miedwie… Pogoda dopisała, a nowa droga S3 sprawiła, że podróż minęła szybko i wkrótce znaleźliśmy się w Gospodarstwie Agroturystycznym gdzie mieliśmy zarezerwowany nocleg. Po rozpakowaniu się, pojechaliśmy do biura zawodów odebrać pakiety startowe i zobaczyć miejsce startu. Pod wieczór do Gospodarstwa dotarło jeszcze dwoje cyklistów, którzy przyjechali pociągiem z rowerami – Asia i Roland z Wrocławia. Bardzo sympatyczni i otwarci. Ponieważ była już późna pora, postanowiliśmy podwieźć ich do biura zawodów odległego o 8km. Po drodze rozmawialiśmy o maratonie. Asia mówiła, że przyjechała walczyć, a Roland zastanawiał się czy wystartować. Czy trasa nie będzie zbyt trudna. Pytał o limit czasu. Jak się później okazało… ale o tym później.

Start maratonu odbywał się z podziałem na kategorie wiekowe. Miałem wystartować o 9:50, 20 minut przed Monisią, ale uzgodniliśmy wcześniej, że po starcie zatrzymam się na poboczu, poczekam i pojedziemy razem. Tak też zrobiliśmy. Jak tylko zza zakrętu wyłonił się kobiecy peleton od razu zacząłem wypatrywać Monisi, co w ponad 200-osobowej, zwartej grupie nie jest sprawą prostą. :) Jednak już z daleka dostrzegłem Monisię. Jechała i się uśmiechała. Dosiadłem roweru, zrównaliśmy prędkość i pognaliśmy razem przez Morzyczyn. Początkowe kilometry wiodły asfaltem przez pobliskie miejscowości. Nasza prędkość rzadko schodziła poniżej 30km/h. Monisia była w dobrym, bojowym nastroju i wiedziałem, że jeśli nie zapomnimy o piciu i odżywianiu to przejedziemy całą trasę w dobrej kondycji. Na pierwszych 20km wyprzedziliśmy sporo zawodniczek. Niektóre próbowały skorzystać z naszego „pociągu” nie dając zmian, ale Monisia szybko je odczepiała. :) Na półmetku był zlokalizowany bufet. Nie zatrzymaliśmy się, ponieważ cały prowiant (żele, banany) wiozłem w kieszonkach, a do tego mieliśmy 5 bidonów z izotonikiem. Przed 30km zaczęliśmy wyprzedzać mężczyzn, którzy wystartowali we wcześniejszych grupach. Spojrzałem na Monisię. Widać było, że miała jeszcze spory zapas sił. Zresztą co jakiś czas słyszałem zza pleców: „przyspiesz trochę”. Po paru kilometrach skończył się asfalt i wjechaliśmy na polne drogi. Jechało się ciężej, ale nadal trzymaliśmy dobre tempo. Na 12km przed metą był do pokonania dość stromy podjazd. Część osób prowadziła rowery. Monisia podjechała bez zsiadania, wyprzedzając kilku zawodników. Na 8km przed metą dotarliśmy do skrzyżowania we wsi, w której nocowaliśmy. Znajome tereny i świadomość bliskości mety dodały nam sił. We wiosce był ostatni, dość ciężki podjazd asfaltem. Minęliśmy kolejnych zawodników, a później trzymaliśmy dobre tempo do samej mety. Na „kreskę” wpadliśmy zmęczeni, ale szczęśliwi. Spojrzeliśmy na licznik. Wskazywał nieco ponad 2,5h jazdy. Bardzo dobry wynik!

Ostatecznie Monisia, z czasem 2h32’48”, zajęła 15 miejsce w swojej kategorii wiekowej (na 52 zawodniczki) oraz 51 miejsce OPEN na 227 startujących kobiet (przed startem uznaliśmy, że bardzo dobrym wynikiem będzie zajęcie miejsca w pierwszej „setce”). Jestem bardzo dumny z Monisi! Naprawdę dzielnie przejechała całą trasę. Wyprzedziła nie tylko 176 kobiet, ale też 287 mężczyzn.

Nasi znajomi, jak się okazało byli bardzo dobrymi (i bardzo skromnymi) zawodnikami, którzy w przeszłości wygrywali nie jeden wyścig. Oboje stanęli na podium. Asia zajęła 2 miejsce, a Roland (rocznik 1945) przejechał trasę najszybciej z nas, zajmując z czasem 1h57′ 4 miejsce (dekorowanych na podium było 6 zawodników).

Po ceremonii dekoracji odbyło się losowanie nagród wśród wszystkich uczestników maratonu, którzy dojechali do mety. Do rozlosowania były m.in. 4 skutery, rowery, telewizory, sprzęt audio i AGD, akcesoria rowerowe i wiele innych. Nagród było kilkaset więc całość trwała grubo ponad 2 godziny. Niestety szczęście nam nie dopisało i nasze numery nie zostały wylosowane. Cała impreza była wzorowo zorganizowana. Trasa zabezpieczona. Wielkie brawa i podziękowania dla organizatorów.

Dodaj komentarz