Niestety nasze wakacje na Korculi dobiegały końca. Wyjazd zaplanowaliśmy w piątek, trasą, która częściowo pokrywała się z trasą dojazdową. Wracaliśmy przez Vela Luka na Korculi promem do Split-u. Tam też niestety musieliśmy już się rozdzielić. Siostra z rodzinką i dziadkami planowali nocleg pod Zagrzebiem, tak by w sobotę dotrzeć już do domu, natomiast my postanowiliśmy zwiedzić w drodze powrotnej park przyrodniczy Plitvickie Jeziora. Wieczorem dotarliśmy do Korenicy (miejscowość położona 17km od Jezior) gdzie mieliśmy już zarezerwowany nocleg w Rooms Ana. Gdy weszliśmy do naszego pokoju, okazało się, że dla dziewczynek przygotowane jest łóżko piętrowe! Wielka radość! Trudny był wybór kto ma spać na dole, a kto u góry, ale w końcu dziewczynki doszły do porozumienia. :)
Następnego dnia rankiem dotarliśmy do drugiego wjazdu do Parku. Ponieważ moja kondycja fizyczna nie była dobra, wybraliśmy najprostszą, 3-3,5 godzinną trasę. Po zejściu na przystań, statkiem przeprawiliśmy się na drugą stronę jeziora, a następnie drugim statkiem przepłynęliśmy wzdłuż największe w tym rejonie jezioro. Ten krótki rejs przypomniał mi spływ Dunajcem, choć widoki były ciekawe, to jednak w żaden sposób nie mogły dorównać tym ostatnim z Dunajca. Jezioro położone jest wśród wzniesień pokrytych lasem liściastym, ma krystalicznie czystą wodę, w której widać rybki. Jednak prawdziwa niespodzianka czekała na nas już wkrótce. Po rejsie, ścieżka prowadziła do kolejnych mniejszych jezior, których kolor wody w słoneczny dzień jest bajkowo turkusowy. Plitvickie jeziora, to kilka jezior położonych na różnych poziomach połączonych ze sobą bajkowymi wodospadami. Trasa wiedzie wzdłuż brzegu kolejnych jezior, które otoczone są skałami wapiennymi. Widoki koją duszę i ciało. Ciepłe barwy skał, jeziora i roślinności tworzą harmonię i piękno, dlatego tutaj można odpocząć i się „wyłączyć”. Miejsce jest kameralne, nie przytłacza rozmiarem i można się nim prawdziwie zachwycić.
Na końcu trasy dochodzi się do wspaniałego okazałego wielkością wodospadu. Piękno tego miejsca mnie uleczyło!!! Widok turkusu wody w Plitvickich jeziorach, będziemy wspominać podczas jesiennych ponurych dni, czy przed zaśnięciem, kiedy trudno o sen…
Po tej wspaniałej wycieczce czekała nas jeszcze tego dnia dłuuuga podróż przez Chorwację, Słowenię i Austrię, aż do granicy z Czechami gdzie mieliśmy zaplanowany kolejny nocleg. Niestety kilka korków na autostradzie skutecznie nas opóźniło, tak że około godziny 21 dojechaliśmy dopiero na przedmieścia Grazu w Austrii i musieliśmy szybko poszukać noclegu. Szczęśliwie zjechaliśmy z autostrady wprost pod McDonalda gdzie był darmowy dostęp do internetu. Po dość długim poszukiwaniu znaleźliśmy nocleg i ok. godziny 22 zameldowaliśmy się w hotelu.
Następnego dnia mieliśmy do pokonania ponad 800 km. Po drodze chcieliśmy też zajechać do baru „U Toma” (w pobliżu Brna) gdzie tydzień wcześniej zgubił się kotek Juleczki. Po drodze zupełnie o tym zapomnieliśmy, ale jakimś trafem, kątem oka Paweł zobaczył tablicę informującą o zjeździe do baru „U Toma” i tym sposobem za parę minut byliśmy już na parkingu. Dziewczynki z mamusią poszły do sprzedawcy i jak się okazało kotek grzecznie czekał wśród innych pozostawionych przez klientów rzeczy. Radość była wielka! :)
Kolejne kilometry mijały powoli, ale wreszcie około godziny 22:20 wjechaliśmy do naszego miasta. Po drodze wstąpiliśmy jeszcze po pizzę na kolację i tak zakończyła się nasza podróż.
Chcieliśmy też bardzo podziękować Rodzicom Pawła, którzy podczas naszej nieobecności opiekowali się domkiem, podlewali roślinki i wszystkiego doglądali.







































































































