Dzisiaj uczestniczyliśmy w wyścigu rowerowym w Zielonej Górze. Wyścig odbył się w ramach cyklu maratonów MTB Kaczmarek Electric. Jak do tej pory edycje w Zielonej Górze były na tyle trudne, że nie decydowaliśmy się na uczestnictwo w nich (głównie z mojego powodu).Tym razem jednak trasa miała łagodniejszy profil i zdążyliśmy ją poznać przed wyścigiem, co ostatecznie utwierdziło nas w przekonaniu, że oboje damy sobie spokojnie radę. Do pokonania w terenie było 20km. Wystartowaliśmy z różnych sektorów: Paweł z 3, a ja z ostatniego 6. Dla wyjaśnienia wagi startu z sektora wyjaśnię, że start z poszczególnych sektorów odbywa się z odstępem dwuminutowym, a sektory te przydzielane są na podstawie dotychczasowych wyników w cyklu i mierzone stosunkiem czasu przyjazdu zwycięzcy (mężczyzny) do czasu osiągniętego przez zawodnika. Pawłowi udało się „przedrzeć” swoim wynikiem z Żar do 3 sektora i jechał z bardzo dobrymi, a ja pozostałam w 6. Zadanie miałam więc trudne, ponieważ to najliczniejszy sektor i bardzo zróżnicowany pod względem wytrenowania, techniki.
Wyścig był na „naszym podwórku”, więc oboje chcieliśmy dobrze wypaść i tak też się stało. W swojej kategorii wiekowej (w przedziale 40-50lat ) Paweł zajął 7 miejsce na 101 mężczyzn, a ja 5 na 12 kobiet. Również na tle wszystkich mężczyzn i kobiet bez względu na wiek (tzw. kategoria Open) nasze miejsca okazały się bardzo dobre. Paweł przyjechał na metę jako 40 mężczyzna, a ja jako 14 na 55 kobiet. Widząc swoje średnie prędkości na monitorze trudno było nam uwierzyć, że z taką prędkością udało nam się pokonać dystans. Najważniejsze jednak było to, że przyjechaliśmy szczęśliwie, bez niespodzianek, wywrotek i awarii i z dobrymi humorami.
Odbyła się również dekoracja, na której kobiety z mojej kategorii były nagradzane do 6 miejsca pamiątkowym medalem z wygrawerowanym miejscem, więc się „załapałam” na swoim piątym J
Namówiliśmy również kolegę Pawła Macieja na pierwszy start, niestety zakończony niefortunnie złamaniem sztycy (rurka do siodełka). Jednak jak sam powiedział „sztyca się złamała, ale to mnie nie załamie”. :)






























